''Codziennie prawie demonstracje bezrobotnych pod Ministerstwem Pracy i Urzędem Zapomóg; bierne zachowanie władz, prostracja [uniżenie, leżenie krzyżem – przyp. aut.] ośmiela elementy wywrotowe'' - opisywał 30 marca 1926 r. Maciej Rataj. Trzy tygodnie później były minister skarbu, a potem prezes PKO Hubert Linde wracał z rozprawy sądowej do domu. ''Przed domem nagle padł strzał skierowany z tyłu do Huberta Lindego. Strzał był wymierzony w głowę. Linde padł na bruk'' – opisywał 18 kwietnia 1926 r. ''Głos Polski''. Oskarżanego o malwersacje polityka, związanego z obozem narodowym, zamordował sierżant Wacław Ćmielewski (późniejsze źródła podają nazwisko Trzmielowski). ''Przesiadywał na procesie, słuchał mów obrońców i replik, doszedł do wniosku, że Linde może być zbyt łagodnie ukarany, wobec tego, jak oświadczył dla dobra ojczyzny postanowił popełnić zbrodnię'' – tak ''Głos Polski'' usprawiedliwiał sierżanta. ''Zabójstwo było wynikiem atmosfery: 'wszyscy kradną bezkarnie…''' – notował Maciej Rataj. W tym czasie
nienawiść do polityków i bankierów sięgała zenitu i tylko jedno nazwisko pozostawało nieskalane. ''Piłsudski dziś 'żyje z pióra', on, który mieczem obronił Polskę i mądrością ją urządził'' – podkreślał na łamach wydanej wówczas książki ''Wielki człowiek w Polsce'' Ignacy Daszyński. ''Panowie generałowie siedzący na dobrach kupionych za bezcen, panowie politycy robiący interesy na swoim wpływie publicznym, panowie urzędnicy zabezpieczający sobie przezornie znakomicie płatne posady w koncernach i towarzystwach akcyjnych, jakże musicie pogardzać tym litewskim odludkiem, do którego czystych i pięknych rąk nie przylgnął żaden grosz publiczny'' – wyliczał Daszyński. Tamtej wiosny, w dniu imienin Józefa, do Sulejówka ciągnęły tłumy: generałowie, politycy ze wszystkich stronnictw opozycyjnych, a także zwykli obywatele. ''Największą przyjemność sprawiali mężowi ludzie prości, dawni szeregowi z Legionów, chłopi i robotnicy, z których niejeden szedł pieszo cały dzień do Sulejówka. Chłopi przynosili ze sobą jaja, masło,
ser, domowe wino, a czasem nawet żywe ptactwo i zwierzęta'' – opisywała we ''Wspomnieniach'' Aleksandra Piłsudska. Wedle relacji ''Ekspresu Porannego'', podczas imieninowego przyjęcia trzy kuchnie polowe, rozmieszczone wokół dworku wydały obiady ponad trzem tysiącom gości.